18 lutego 2009 r. na konferencji prasowej, premier Donald Tusk, na pytanie dziennikarza o wspólną propozycję związków zawodowych i pracodawców, dotyczącą innego niż dotychczas obowiązującego, liczenia czasu pracy powiedział:
„Będziemy szukali rozwiązania, które jest bardzo blisko tej wspólnej propozycji/…/ Ono wymaga oczywiście precyzyjnego ustalenia warunków/…/w których czas pracy byłby liczony inaczej niż do tej pory. Ponieważ jest to na razie inicjatywa ale idąca w dobrą stronę /…/ona ma bardzo realna szansę na osiągnięcie tego efektu o jakim myślimy. Rzeczywiście dzisiaj jest tak, że dzisiaj pierwszym celem działania rządu jest ochrona miejsc pracy/…/różnymi nawet niestandartowymi metodami/…/również takimi jakie podpowiadają dzisiaj związki zawodowe i pracodawcy”
dziwi nas…
Dlaczego Premier nie zna propozycji zawartej w „Pakiecie Działań Antykryzysowych 2009–2010” przedstawionym jako aneks do programu PiS, w którym czytamy:
„Wprowadzenie tzw. banków czasu pracy
W okresie rozliczeniowym firmy nie mogą elastycznie reagować na zmiany koniunktury, zarządzając czasem pracy swoich pracowników. Jeśli mają więcej zleceń, pracują dłużej i wypłacają wyższe kwoty za nadgodziny, jeśli sytuacja jest odwrotna, ogłaszają przestój i płacą pełne wynagrodzenie. W efekcie może to powodować zwolnienia pracowników w okresie dekoniunktury.
Wprowadzenie tzw. banków czasu pracy umożliwi pracodawcy w okresie rozliczeniowym bardziej elastyczne zarządzanie czasem pracy zatrudnionych osób. W okresie zwiększonych zamówień będą oni pracować nieco dłużej, a w okresie przestoju pracodawca „odda” im nadpracowane wcześniej godziny.
Spowoduje to obniżenie kosztów, bardziej elastyczne zarządzanie czasem pracy oraz mniej zwolnień.”
Od przedstawienia tej niestandartowej i idącej w dobrą stronę propozycji, minął już prawie miesiąc.
Źródło: www.pis.org.pl